okaleczeni
poszarpane dusze snują chodnikami miasta
skrywają oczy ,nie patrzą
depcząc po piętach i ranią ,
ulica ciasna,
zabrakło im miasta?
„ jak psy wygnać!
Nie ma miejsca u bram!
Basta!"
chodz idą za dnia, to w cieniu
głową w dół patrzą, boją się ludzi
trucizny zadanej,
ostatnie krople na wardze
winy nie przyznanej,
na plecach zwartej
nie chce człowiek oglądać
dzieła nowej ery
gdzie nikt nie mówi prawdy
bo po co być szczerym?
ciemna przeszłośc, niechcianą lawiną ściga
daremna miłośc, co ślepe zbyt często bywa
ci ludzie i tak dołączą a miasto ze wstrętem odrzuci
słychać je w świecie co wiatrem nocą nuci
Paciorek
Daj mi Boże mój wielbiony
Mały kryształ z swej korony
Promień ciepła prosto z słońca
Dla otuchy, dla gorąca
Jeszcze jedno Boże mój
Tak jak stoi tutaj stół
Kładę na nim talerz mały
I choć pusty to jest cały
Wlej do niego ze swej ręki
Dobre myśli bez udręki
Kilo śmiechu dla zabawy
Takiej najem się potrawy
A na koniec pacierz zmówię
Bo Cię Boże bardzo lubię
zaplątana
Zbieram z oczu łzy , smakuje ustami
Wyjmuje z szuflady maskę, nakładam na twarz
Dociskam klamkę i podpieram się drzwiami
W tęsknocie za chwilą gdy świat był nasz
Na Boga silę i Matki mojej wiarę
Nie chce Cie kochać
A czuje coś trwale
Zakrywam się ludźmi i w niciach stoję
ciepły oddech czuje
plącze się w Tobie
Kocham życie i jego morały
Kocham ten świat
Od ziemi po niebo- cały
Jest wciąż nie odkryty to mnie unosi
Ono tętni i czuje do Boga się wznosi
A ceną tych prostych i krętych dróg istnienia
I szczęście i łzy są i chwile zapomnienia

W moim pokoju tyle kolorów
Farba schnie jeszcze na biurku
Nawet w bałaganie widzę harmonie
Odkryta pościel ma urok i sens
w zmarszczonym materiale nadal leniwi się sen
Porozrzucane perełki naświetlają ciemne zakamarki
Jak świetliki w leśnym zaciszu
I czemu we mnie tego nie ma?
nadal ciąży tyle spraw
I tak głośno pustym szumem,
wypełniona szarość dnia
Schowaj mnie w dłoni
Choć na jedną chwile
Zasłoń przed wszystkimi
W ciemną noc złącz moje myśli
Przy świcie wypełniaj wiarą
Krzyk zamień w cisze którą zapomniałam
I patrz na mnie
Patrz jak nikt inny
We mnie, nikogo więcej
Obudź co uśpione, świat mnie nuży
Przedłuż nasz czas, pustka się dłuży
obiecaj, nie powiesz nikomu co we mnie widziałeś
to jak sen letni byłam, jak w nim mnie doznałeś
jak tuliłam Twe sny i modliłam o szczęście
za jedno to spojrzenie i czułe objęcie
pamiętaj, nie mów nikomu
zbudź się
wróć do materii ,świata z betonu

"Na każdego świeci słońce"
Na każdego świeci słońce
choć czasem w podłym cieniu
myśląc że dla ciebie zgasło
nie przyglądasz się już niebu
ono świeci nadal
choć skrzy za chmurami
ciemne noce za dnia
spłaci blaskiem, promieniami
przypadkiem
spotkałam Cie przypadkiem
może Ty znalazłeś
powietrza życie nabrało
hasło zaklęcia odgadłeś
nie mogłam cie zabrać
nie mogłam pozostać
choć jeszcze nie razem
tak trudno było rozstać
Noc
w tym roku, tej zimy
prószył śnieg
biały księżyc, my przy nim
chłód który zmraża
uczucie co aż parzy
bo jeśli we dwoje
nic złego nie zdarzy
skwarnego lata
gdzie ogień z nieba leje
jesteś przez cały czas
dusza się śmieje
szumiącą jesienią
gdzie drzewa się złocą
w odbiciach Twych oczu
moje wciąż migoczą
i wiosną też razem
sobą żyjemy
co nazwać przypadkiem
już My nie umiemy
Kret Dakter
Siadajcie dzieci opowieść się zaczyna
Niech każde za rączkę się złapie i mocno trzyma
Gdyż mroźną krew w żyłach poczuć możecie
Historia tajemnicza, niebywała w świecie
A więc zacznijmy, kto tchórzy niech przerwie!
Jeśli beksa także niechaj rączkę swą oderwie
Działo się to w lesie, za drzewem sosnowym
Pod wielkim kamieniem, w kanale kretowym
Mieszkał tam słynny czarny charakter
Przez wszystkich znany jako Kanibal dakter
Po całym lesie postrach wzbudzał i zamęt
Gdy z nory wychodził roznosił się lament
W tym że ciemnym lesie, gdzie światło nie dociera
Pan kret co rusz wiewiórką orzechy wyżera
Chrupie łupiny złośliwym uśmiechem
A dzwięk pękający roznosi się echem
Lecz nie to najstraszniejsze jest w Dakterze krecie
Opisano na pierwszej stronie w leśnej gazecie
"Słynny postrach lasu!
Nie przestanie wzbudzać strachu!"
Podaję gazeta
Cytat doktera kreta
"Rude wiewiórki nie przeproszę !
A orzechy będę zjadał choć w prawdzie ich nie znoszę !
A jak dzieci nie będą czytały!
To też jak wiewiórki będą się mnie bały!"


kuku łyku
W pewnym kurniku
gdzie kur jest bez liku
Mieszka kogut jeden
a kur siedemdziesiąt siedem
z rankiem niedzieli
kogut się ośmielił
oznajmił wszystkim
- "będę się żenił!"
Tak wszystkie kurki zdziwione wielce
Nie wiedząc którą poprosi o rękę
Rozglądać zaczęły po swoich pazurkach
czyścić o słomę i układać piórka
marzeniem koguta było się żenić
jednak bardzo chciał jeszcze przestać seplenić
został tydzień do wesela
i pozbycia się seplenienia
chciał wymówić r na ślubie
więc przyczyny szukał w Dziubie
- "kukułyku co ranek wydaje
jakby niebyło to z dzioba nadaje
tak! To dzioba wina!
jak mówię kuku to dziób się zagina
i łyku wychodzi a mi grzęźnie mina"
prostował kogut dziób o dziesięć kamieni
tak wiedząc że nic już nie zmieni
opuścił głowe aż do ziemi
- cichutko gdacząc że się nie żeni....

Czesio
Mam psa w domu, co Czesio się zwie
Stary oklaptuś do michy człapie
Co raz mniej węszy i więcej sapie
Tak to Czesław, Czesław ogoniasty
Nie lubi wody ,ni słodkiego mleka
Na Czesia zawsze schabowy czeka
Jest pewna opowieść, wy pewnie nie wiecie
Że takie historie miały miejsce na świecie
Otóż gdy młodym i prężnym psiskiem był
W wielkiej psio- kociej wojnie uczestniczył
I z dwiema ranami kutymi pazurem
Zwyciężył darcie z don Kocurem
Nastała ów rewolucja wielka
Na jaw wyszła bajkowa prawda wszelka
Bo kto z was wie że misie pluszowe ciszę lubią?
Że żołnierzyki piechoty w kątach się gubią?
Że lalki nie chcą się czesać?
I bezprawnie w garderobie im mieszać?
A te wszystkie nowiny i inne takowe
Zawarte zostały w księdze Czesiowej
A kto wierzyć nie chcę bądź nie może
Niech odkopie księgę przy budzie na dworze
Gdyż Czesio już tego nie pamięta
Tak właśnie mają mądre zwierzęta
w krzywym zwierciadle
Wszedł raz pan niczego sobie
Wcale nie ubrany, w nikłej garderobie
Bez rozglądania, pozorów nie stwarza
Podchodzi do mętnego sklepikarza
I mówi tak jakby nie mówił
Że chyba zabłądził albo się zgubił
Na to sklepikarz tak jakby nie słyszał
Rozpisał na kartce choć nic nie napisał
Na to pan nic nie odparłszy
Przy swoim zdaniu ulegle uparłszy:
- Ja się zgubiłem albo wciąż błądzę
Tak myślę a może właściwie tak tylko sądzę
Niech mi ktoś wreścię pokaże drogę
Bo w kółko tak błądzić i iść już nie mogę
- Wyjście bądź wejście mój panie drogi
Jest w miejscu owym gdzie drzwi są progi
Jeśli w czymś mogę dopomóc, służę
Np. dział dla dzieci do 6 ciu jest piętro na górze
Na lewo bankomat bez kasy i zamkniętą toaletę
Na stoliku o tu... wczorajszą gazetę
Tam dalej dodatki ślubne
Albo tuż obok wieniec i trumnę
- To może ja kupie coś w pańskim dziale
- Oj tak się cieszę radośnie i ospale
- Proszę dwa kilo świeżego niczego
Równo skrojonego i nie obdartego
Do tego poproszę butelkę pustą
I kostkę okrągłą odtłuszczoną i bardzo tłustą
I może pan tego razem nie pakować
Bo nie chce się męczyć i wszystkiego wyjmować
Ile należność? Bo nie mam pieniędzy?
- Ooo pan nie szuka tylko złotówki oszczędzi
sprzedam ale półki mam pełne więc towaru brakuję
prześle rachunek pocztą to nic nie kosztuję.
Mrówka
Historia krótka niebywale, w sobie zwięzła
Już prawie skończona choć ledwie rozwinięta
Opowieść o pewnej czarnej mrówce
Co zakochała się w pomidorówce:
Była ładna to mówiąc jest za mało
Różnych adoratorów o rękę się ubiegało
Jej czarne oczęta świeciły jak diament
W sercach amantów wzniecała zamęt
Kuszący uśmiech przyciągał ,czarował
Któż nie próbował! Każdy mrówek rozczarował
Ona szczerze i bez złości
Odmawiała swej czułości
W jej główce miejsca brak
Coś tam siedzi jakiś czas
A w serduszku tej pięknej mrówki
Było miejsce tylko dla pomidorówki
Każdej środy uciekała z mrowiska
Przerywała prace i biegła w stronę urwiska
Tam dalej siatka ogrodu ogromna się piętrzyła
Za nią czerwień pomidorów na kijach się wiła
O jaka szczęśliwa była mrówka
" będzie smaczna z was pomidorówka!"
Wtulona w zielony liść pomidora
mogła tak zostać do późnego wieczora
lecz jak to mrówka czasu nie marnowała
z wielkim bólem ogród pożegnała
ruszyła szybkim sprawnym marszem
pod okno domu za żółtym gankiem
usiadła na blaszanym parapecie
i widzi jak gospodyni pomidory gniecie
wpatrzona na garnek jak zaklęta
"-mmm warzywa, pieprz, magii, laur, kolendra
moja ukochana ach już się zagotowałaś
Ze srebrnej wazówki na talerz polałaś"
Skoczyła czarna mrówka na brzeg talerza
I jak oszalała do skoku się przymierza
Popływam, chwileczkę hmmm tylko trochę
W tym cudnym pachnącym czerwonym sosie
Zrobiła dwa okrążenia w około naczynia
Co dwa centymetry łyczkiem popija
Wyszła jak balon spełniona do syta
W pełni upewniona że zupa znakomita
I tak każdej środy miłowała się mrówka
Gdyż miłością jej wielką była pomidorówka
Bohater?
Kręcił się Komar po całym domu
Polatać trochę w świetle neonu
Na swoim pasie napotkał dwie muszki
Łapczywie ssące ze stołu okruszki
Pierwsza- Pospolita, trzymała cukrzany kryształek
Druga- Roba-śnica, chlebowej skórki odłamek
-Dobry wieczór Muszkom - przywitał się grzecznie
- oj! Komar! Uciekaj, tu niebezpiecznie
Wielka klapa w ściany z hukiem uderza
Żadna z nas nie wie, gdzie teraz zmierza
-Hmmm... Moje kochane, przybywam w obronie
Ukryjcie się w szafie! Ja was dogonię
Zdziwione wielce bohaterskim wyzwaniem
Wleciały szczeliną, zgodnie z rozkazem
Dygocąc, chylą z kieszeni płaszcza gały
-O Jezu! Pospolita! Myślisz że Komar jeszcze cały?
-Cicho już! Nie bzycz! Nie słyszę niiiiiiiiic!!!
Wiercisz się Roba! I rękaw garniaka zaczął wszystko kryć
W ogóle, ciasno! Posuń odwłok! Gnieciesz mi skrzydła!
- wypraszam! Ciaaasno? To może byś wyszła?!
- a wyjdę, wyjdę, ale ...zzzzz... nie teraz
(płacze) chcesz? Ok. więc widzisz mnie ostatni raz
W ten, przerywa krzyk;
AŁAAAAAA!!!
Przez szafy szparę, komar się pcha
- jestem, me muszki. Dźgnąłem go w szyję
Pan Mr Klapa na tapczanie z bólu się wiję
- wybawicielu! Jak mamy odwdzięczyć?
- och ( zawstydzony) odchylcie głowy, nie będę Was męczyć.
/ na zdjęciu przedstawiony jest Pimpuś, który zgodził się za miskę mleka, na jedno zdjęcie zaznaczając sobie przy tym prawa autorskie /
Kotek i Kicia
Spotkały się dwa koty
W marcowe, kocie zaloty
- miał, Koteczku Kochany
-( prychła ) my się nie znamy!
- miał Kiciu. Nieznany- poznamy
Za miesiąc, miał, zapominamy?
Kotek:
To Twoje futerko miękko
Czarna łatka na biodrze
Miał ,Kiciu. Łapki niewielkie
Miał, dobrze by było, oj dobrze
Kicia:
Ty, zjadasz myszki polowe
W ten ja zdrowe kity kety
Mych względów czekają koty rasowe
Miał, na nic te zalety, niestety!
***
Po ośmiu tygodniach kociego noszenia
Nadszedł uroczysty dzień urodzenia
Wyszły na majowe święta
Niestety, nie rasowe kocięta.
Emilisia
Śniła pewna myszka o piaskowych polach
O 20 stopniach, szumiących topolach
Styropianie bielutkim, chrupkością, wabiącym
O sianku w stodole lekkim i pachnącym
Szara Emilisia wstała tuż po piątej
Nie mogąc słuchać kury grzebiącej i gdaczącej
Przymknęła czarne oczka otworzyła pyszczek
Zamachała ogonkiem, wychyliła języczek
zgrabnym ukłonem Witając kokoszkę
licząc na łaskę i ziarenek troszkę
jak mam podejść kurkę? hmm z prawej strony?
By brzuch mieć pełny A ślad łap był znikomy ;(
Przestraszona myszka do rozmowy rwie się
Jak tam gospodyni? Jak się jajka niesie?
Kura dziób podniosła, przechyliła bokiem
Rozstawiła pazur , zmierzyła groźnym okiem
Ech ostatnio gorzej bo pasza lekko gorzka
I pretensje mają żem kura nie nioska
Mój kochanek zniknął od zeszłej niedzieli
Pytam Bojlerówek a oni! Nie widzieli!
Gdy zmartwiona kura siała swe żałości
Emilisia wdzięcznie okazała czułości
Nic się nie martw kogucikiem moja kochana
On chyba jest w domu, bo chwalą go od rana.
Obalona teoria miłości
Nie była ładna, nie- romantyczna
Nie była mądra, nie- idealistyczna
Nie była mistyczna i nie- ateistka
To czemu powieka łzę usilnie ściska?
On do niej nie pasował ,często się wstydził
Udawał że nie zna ,wśród znajomych szydził
Nie byli czuli, nie spacerowali nad stawem
To czemu nadal ze sobą razem?
Widziano ich raz w cieniu ,w ukryciu
Nie patrzyli w oczy, nie rozmawiali o życiu
Nie trzymali za ręce ,nie przytulali
To czemu razem tam nadal stali?
On do niej nie dzwonił ,ona nie pisała
On o nic nie pytał ,wiec nie odpowiadała
Ani nie parą ,z dala od przyjaźni!
Bez krzty rozumu, fantazji ,wyobraźni
Ona w starych ciuchach bez wiedzy o modzie
On bez scenerii tak na zwykłej drodze
nie był to bełkot, nie nadprzyrodzone siły
szeptając do ucha ; moja miła i mój miły
"s@motność w sieci" Janusz L. Wiśniewski
Streszczenie tej książki równałoby się z grzechem ciężkim.Nie jestem w
stanie oddać słowami tego co czuje. Nigdy nie sądziłam że jakakolwiek
lektura może podziałać na mnie tak mocno. Wciąż ciśnie mnie w żołądku a
łzy nie potrafią przestać płynąć.
Obraz wiruje ciemniejąc zamazany przez oszklone oczy.
Czy wszystko co piękne ,nie może po prostu trwać? Nie wiem. Wiem że Bóg zbiera
wiele skarg o to że ,to nie miało być tak...!
" z rampy przy torze czwartym na peronie jedenastym stacji kolejowej
Berlin Lichtenberg skacze pod pociąg najwięcej samobójców. Tak mówią
oficjalne, skrupulatne jak zawsze niemieckie statystyki dla wszystkich
dworców Berlina. To zresztą widać, gdy siedzi się na ławce przy torze
czwartym na peronie jedenastym"
To jak wizir i zwykły proszek - widać różnicę
kominek , poduszka, malinowa szafka
wyszyła Babcia prawdę na brzegu jaśka :
romans i związek
jedną prawdę wtrąca
żone się kocha
kochankę, porząda
żaden dla zabawy miłości nie porzuci
niech sobie ta druga nie myśli że głupi
Wesele
Matko święta! co za zamęt
gdzie ? co ? kiedy? co za ruch!
jeszcze świnia nie zabita
Ojciec krzyczy "dejta nóż!"
Tu nic, ni żadnej pomocy
a samemu przecie trud
jedne w kuchni ,drugie w procy
panna młoda wkłado but
"Ja Ci tatuś tu pomogę
ino szybko bo gna czas
jeszcze muszę myć podłogę
do wazonu wsadzić kwiat
Jeny! pryndzy! co za trwoga!
tyle rzeczy, tyle spraw
tu potrzebna ino noga
co by na stół wiejski dać"
***
Już pod bramą stukot kopyt
bryczka wjeżdża, biały blask
akordeon ,rżenie koni
babka w płacz a panna w wrzask
Tak się w progu wszyscy pchają
co by panny widzieć twarz
cisza nagle ,wszyscy stają
błogosławić nadszedł czas
"Ej córusiu moja miła
łaskę Bożą śle nasz Pan
byś jak księżna sobie żyła
by ten młody nie był drań"
Wchodzą młodzi na siedzenia
lejce w ruch, woźnica wio!
pierwsza brama w oku mgnienia
każden pijok teroz zno
"Tyś kawaler jeszcze chwila!
dejno kielon wypić nom!
my czekali na was tyla!
co by szczęścia życzyć wom!"
Z dala widać krzyż kościoła
welon w wir się z lekka nosi
młody w śmiech ,bym się nie bała
jeszcze raz o rękę prosi
Już wiechalim przed świątynie
krzyż nad nami ,płatki pod
panna młoda zbladła chwile
"dobrze robie? uciec stąd?"
Nawa główna tuż przed suknią
do środka wchodzić nam
słychać gości jak plotkują
tera na mnie każda twarz
Organista ręce rozgrzał
do klawiszy mierzy dłoń
pierwsze dźwięki już wydostał
oczko puścił ,uśmiech doł
w tacy lśnią się dwie obrączki
jeszcze chwila i nas scalą
sypią kwiatki małe rączki
skrzypce dźwiękiem święto chwalą
gdy na schodach się znaleźlim
sypło groszem zbierać trza
i tak stalim w ścisku wielkim
winszowanie swoje trwa
Do góry z rąk lecą dwa gołąbki
czystość zawarta nie tylko w piórach
to znak pokoju i nigdy rozłąki
utrwalą swe piękno w błękitnych chmurach
teroz jedzim biesiadować
kwiatów woń gdzieś z wiatrem mknie
"będę mężu Cię miłować
każdą cząstką, każden dzień"
"Już nie jesteś dla mnie obca
tyś nazwisko wzięła me
jesteś żona, ma gospochna
wierne serce tylko Twe"
***
witać solom, chlebym wiejskim
za plecami pryska szkło
Pan zakasał spód sukienki
na swych rękach panne mo
żwawo rusza się orkiestra
już kołysze któryś się
"weźta ludzie się pomieśćta!
zdymta płaszcz, posilta się!"
goście garnum by tańcować
wokalista głosy drze
"Tero cza num się radować!!!
dawać grojki głośnice!"
Pannę Młodą wyrywają
jedyn wujek drugi teść
przecie oni prawo mają!
póki rytmem niesie pieśń
Stryjek krzyczy z końca stoła
"zupa słona! o do diabła!"
W ten kobita jego wstała
"machnął żeś! solnica wpadła!"
Łykninty Wodzirej z proga
" w podwórze się lejum! "
wszystek lecum, trzynsię podłoga;
a chłopy we krwi uściski dzielum
***
Orkiestra nad ranem idzie z wesela
drogą ogrężną przez wieś i gro
kościelne pieśni, toż to Niedziela
"wstawejta ludzie! zaczyno się mszo!"
Nie zostawiaj
Serce płacze ,w męce mdleje
gdy zło targa ,w duszę wieję
Ty, co tchnienie dałeś
Ty,co napełniłeś i podałeś
odnowiłeś słowo, zatrzymałeś czas
świadkiem krew i woda do dziś dnia w nas
do nieba ręce wznosimy w trwodze
"Pomóż raz jedyny Boże!"
Tą jedyną widząc drogę
Prośbę niosę wprost ku Tobie
Daj miłości w brzegi kielich
chleba co nim zawsze dzielisz
Daj nadziei Boże miły
Byśmy godnie z wiarą żyli
Dwa metry pod ziemią
Dotyk unosi
Zęby siąkły pikanterią
Nikt „ przestań" nie wnosi
Zmysły jedną myślą a wierną
Widziałeś....? .. tam cień ujrzałam
Nic nie ma!
Ach ...... nocą krótko spałam
Usta maliną i słodkie
Ciała chętne i wiotkie
Oczy z lekka przymknięte
Płyną godziny chwilą zaklęte
Czułeś...? Podmuch jak lodem na karku
Bzdura!.... to wiatr o poranku
A jednak coś mknęło, jak podła zjawa
Pod stopą nie równo, rozrzedza piach trawa
Krzyczeć poczęła panna !
Runęło lawiną w ich krasne oczy
Zimna krew w żyłach się toczy
Zniknął w net pan w posłudze dymu
Panna wyciąga rękę młodemu
Powietrze chwyciła w dłoń!
I głosów już żadnych
I oczęt jego ładnych
Ona jedna tak została
Dobrze że to tylko...... Mara :)
Motyl
Fruwał zygzaczkiem po zielonej łące
Wznosił leciutko, skrzydełka składając
Nie kryjąc się nigdy, gdyż miłość to słońce
Życie całe, nasz dzień jedyny mając
Zaczepił raz lecąc o Ostu cierń
Wyrywając, zobaczył klepsydrę czasu
Tak tracąc siły, jego chwil już coraz mniej
Niespodzianie u boku zakręcił wiatr Jasiu
Unosił go podmuch, kręcąc co niemiara
Z wolna, bez woli, opadł na piach
Tak sapiąc od bólu w nadziei że mara
Zrozumiał nie pech, lecz szczęścia traf
Skrzydła zniszczone, pozostał mu chód
Siłami ostatki , nad brzegiem jeziora
Rzucił na wodę ,w blask, słońca zachód
W szczęściu, w miłości ,doczekał wieczora
laura_pausini___andrea_bocelli_-_vive_ya.mp31253217140__mp3.teledyski.info_.mp3
złodziej
Zabrałeś iskierkę z oczu
Którą płonę cała ja
Dziś nie patrzę tak jak wtedy
Nie mam duszy, Ją też masz
Zwą mnie życiem, ponoć szczęściem
A kole jak cierń
Najsilniejsze ramie nie będzie Twym objęciem
Wróć, wiary coraz mniej
Krew zbieram delikatnie językiem
Oddycham swobodnie...
Ślad zanika ostrza ryciem
Gorąco....
I znów Chłodne...
mogłeś.............. być
Odkąd byłam ,odkąd pamiętam
Gdybym miała służbę pełną
Ciotek i sióstr gromadę
Mężów zacnych i kochanków
Bez Was
Pustkę bym nosiła.
Sterty książek pochłonęła
Sekrety poznała i wiedze wszechświata
Bez Was
Głowa jak pień, choć pełna- pusta.
Złotem obwieszona
Każdej gwieździe Królowa
Skarbom ziemi właścicielka
Was nie widząc
Piękna bym nie znała.
Choćbym mówcą była zacnym
Lirą i biblią władając jak wieszcz
A słów z ust Waszych nie słysząc
Miłości bym nie znała.
Narodzona w Waszych sercach
Ciężka pracą wychowali
Ile to już rys na rękach
Ile jeszcze się utrwali...
classical_guitar_-_air_on_the_g_string.mp31258919025__mp3.teledyski.info_.mp3
Prośba do Pana Boga
W polu z sosny krzyż
Podporą jego kamień
Wokół ni wiatru, ni nic
Przyjdź i nadaj mu pamięć
Modlę się wciąż ,nie wiem czy dobrze to robie
Ruszam gdzieś ,myślę o szczęściu i o Tobie Boże
Rozsuwam dłonie po zimnej trawie rosą
Nie wstydzę ,że widzą rozmazaną i bosą
A w polu z sosny krzyż
Podporą jego kamień
Wokół ni wiatru, ni nic
Pójdę nadać mu pamięć
Wstaje chociaż że sił mi już brakuję
Serce mnie boli, tętno za szybko pulsuję
Zakrywam twarz, przytomność chcę odzyskać
Nic się nie zmienia, jedynie wiatr zaczyna łzy kraść
Uśmiechaj się do mnie ,podnoś gdy upadam
Daj jedno rozwiązanie ,gdy z trudem się zmagam
Na żal , ześlij odwrót mej złości
Kto jak nie ty Boże nauczy mnie miłości
Nie pozwól mi krzywdzić
Gdybym nawet chciała
Nerwom dając ulgę
Pocznę siebie karać
Matko w niebie dobra opiekunko
Pamięci będę wdzięczna
Czując się Twoją przykłądną córką
W głąb zapada gehenna
Odkrywałam tajemniki prawdy
wiem, zbyt dużo poznałam
Byłam twoim dzieckiem
Dziś nie wiem kim się stałam
Anioły tuliły do piersi w zwątpieniu
Garnąc skrzydłami patrząc mi w twarz
"Pamiętaj o wierze i zmierzaj wprost do celu
Nie zbaczaj! zbyt piękne życie masz"
\muzyka w wersji skrzypiec brzmi lepiej jednak wielkość pokładowa :) pliku ogranicza bloga tzn. mnie\
niewidzialni XXI wieku
Skryły się
poddały światu, jedynemu wrogowi
Gryzły swe palce
Czując mróz unoszący powietrze
Zatarły marzenia błagane... latami
Nie są w stanie zmienić.
Wyrysowały koło z płomieni
Tylko one w środku.
Niczym alfa i omega
Początek z identycznym końcem
Dlaczego płaczą z winą do Boga?
Jeszcze wieczorem lekko odrywając koniuszki od ziemi
Rankiem łapczywie chwytają oddech przerażenia.
Cienie, odbicia bez rys.
zawsze z tyłu.
bez zdania racji.
skazane na wygnanie, zakazały swą mowę.
/ Wiersz poświęcony osobą niesamowicie wartościowym i równie wrażliwym, których jedyną wadą jest nieśmiałośc, bariera spowodowana brakiem wiary w swojego ducha możliwości. Chyba nie zdajemy sobie sprawy ile takich właśnie nieoszlifowanych kamieni jest wokół nas samych. /
Janek co o Niedzieli zapomniał
Podnosi się Janek rozgląda znów płaczę
W myślach wciąż zdanie" już nic nie znaczę"
Inżynier kierownik i stanowisko
Twarde słowo bystre twarde oko
Teraz tu w rowie piach i mrowisko
Bełkoce, do trawy cicho mamroto
Podnosi się Janek rozgląda znów płaczę
W myślach wciąż zdanie" już nic nie znaczę"
Czyja to wina że ten oto człowiek
Jak schizofrenik gubi kierunek
W dzień biały nie podnosi powiek
Ulgę jedyną dający mu trunek
Weźmie go w końcu za łachy kobita
Postawi na krześle dwa razy da w twarz
Janek wciąż śpi choć słońce w sieni świta
Hanka za wiadro i wodą " a masz"
Postawił na nogi i oczy rozdziawił
Ociera, spogląda martwo w stół
" matko jedyna o małom się zapił
W dzień jeden ,drugi żem truł ducha truł"
Haniu ma miła wybacz ,wstyd wielki
ty mi w życiu nigdy złego nie uczyniła
że w niedziele ni cukierków dla Anielki
nie było mnie .... a ty musieć była
/ moja mała sugestia do tego wiersza. Uważam że brak mu odpowiedniego zakończenia. Biorąc pod uwagę to że nie chcę mi się nawet założyć skarpetek ,nie obiecuję że skończę go dzisiaj :) /
CD
"Janek cholera! Bój Ty Się Boga
Zczarniałę zęby co drugi wystąp
Spodnie podarte kuleje noga
Idź mi pod wodę masz szmatę czystą"
Stanął przed Hanką chłop z brudu zmyty
Bez słowa patrząc, tłumaczeń brak
Przytulił się mocno do swojej kobity
Słuchając bicia serca, pogody znak.
Zajrzał do szafy, założył koszule
Krawat pod kolor przymierzył jak Pan
Przeczyścił z lekka czarne pantofle
Ze złośliwością losu stanie on sam
I gdy zakładał na koniec kapotę
Wyjął z kieszeni papierek od tak
Zamyślił i czyta "to przecież totek"
Do kolektury leci jak ptak
Oto Janek na koniec opowieści
Ma wszystkie zęby uśmiechem czaruję
Forsa już ledwo w walizę się mieści
Już wódą jak ogór się nie marnuję
Lecz mogło to skończyć inaczej się trochę
Bez kasy i złota, nie jeden to traf
Bo Janek zapłacił za swoją głupotę
Mógł stracić słowa, ciepła domu dach.
Zmyślam i co z tego
Będziesz moją perłą w złotku
Lustrzanym jasnym odbiciem
Nosić będę przy sobie
Nadam tchnienie wypełnię życiem
Zostanę kolekcjonerką
Ty moim unikatem
Parasolką od deszczu
Osłoną przed toksycznym światem
Uważasz że zmyślam? Tak czasami kłamię
Na nic nam nudą zafascynowanie
imie królewna, włosy me blond
znam dżudo,karate, czasem noszę broń
czaruję, urzekam, wstydzę jak dziecko
unieść mą wiarę goliatowi nie lekko
ty będziesz smokiem mnie dzielnie strzegącym
wsparciem uśmiechem lecz nie służącym
zamienisz się w księciem gdy będę chciała
wszak na tym polega ta bajka cała
Jestem teorią domeną i byciem
Choć
Najpiękniejsza miłość to ta z własnym życiem
Kiedyś to powiem
Pytasz kim jesteś dla mnie
słów nie znajduje
pytasz co cenie
powiedzieć nie umiem
odpowiadam już z czystym sumieniem
jesteś życia darem myśli uzależnianiem
jak czekolada pieścisz podniebienie
jak gwiazdka z nieba dajesz spełnienie
powietrza nie dajesz a Tobą oddycham
nie jesteś wodą , a z dala usycham
płomieniem tak. żar który wznieca
przy tobie piękna,przy tobie kobieca.
Scenariusz na jesień
Podaj dłoń zwiniętą ciasno w twardą pięść
nie bój. czytać będę linie szczęścia i nadziei
przytul znienacka, pewnym uśmiechem baw
niewidzialne jak czas, w nas by widzieli
Jak małe dzieci bawiące w piasku
mam łopatkę ty niebieskie wiadereczko
zbudowałeś wjazd, zalewam fundamenty
klockami zasłaniasz piekące słoneczko
Pożegnamy dzień, pierwsi przywitamy zmrok
zimnym wieczorem odprowadzisz do domu
dostaniesz buziaka ,wtulę jeszcze raz
"śliczne oczy masz"wciąż myślę po kryjomu
Pójdziemy na plaże, wejdziemy na jacht
na taki rejs patent w nas dwoje
kierunek jest prosty i pcha go wiatr
złap mnie za ręce od dzisiaj są Twoje
widzisz to
poszarpały poduchy w niebie
płatki opadają na mnie na ciebie
myślisz- za oknem to silny wiatr
bez zaproszenia w październik się wkradł
anioły dwa zleciały
wszystek puszek ogarnąć by chciały
usłysz echo. Szepcą zwiewnie do siebie
- Gabrielu zimna ta jesień, wolę być w niebie
- Stróżu mój miły. Jesteś tak młody
wzdrygasz się puszkiem i kroplą wody?
mokre skrzydła powiewem osuszą
ułoży piór szeregi co bez przerwy się puszą
Święty Józef z góry wzywa
"niechaj śniegi woda zbywa"
- Me pociechy przybywajcie!
prawe sądy wydawajcie
gołębie i baranki trą niebieską bramę
na ciepłą kołderkę niezmiennie i stale
Maleńkie aniołki winne pył żwawo zbierać
śmieją się w głoś, poczynają śpiewać
"fruń biały płatku leciutko na ziemie
zatańcz i powiedź że byłeś w niebie"
"fruń biały płatku leciutko hen w dól
zakołysz i naświetl swój piękny puch"

Są takie dzieci
20 łóżek do ściany przypartych
20 buzi poduszką opartych
zgaszone światło znak ciszy nocnej
nie chcą tu spać z tęsknoty mocnej
wyjęła Zuzia z poduszki misia
co czasem mówi, puszkiem prycha
Powiedź mi misiu, czemu znów płacze?
Powiedź gdzie mam mamę ,gdzie znajdę tatę?
czemu tu ciemno? tak trudno spać
gdy gaśnie światło zaczynam łkać?
Miś czarny pyszczek łapą pociera
swe myśli złote w treści zawiera :
Zuziu, Twój tata tuż stoi obok
Matka za rękę trzyma jak co noc
Babcia za drzwiami sukienkę szyję
Dziadek dla Ciebie prezenty kryję
Ty znowu kłamiesz! Nie mam Mamy
Oczęta czerwone zalały się łzami
Misiu jej łezki zaciera w pościele
Spogląda na duszke, słodko się śmieje
Zuziu odpowiedź:
Czy czujesz me serce?
...Nie bije w trocinach lecz ,kocha Cie wielce...
andrea_bocelli_-_bocelli_-_09_-_sempre_sempre.mp31253206645__mp3.teledyski.info_.mp3
ona żyję a umarła razem z nim
Jak postąpi po stracie?
jeszcze tak świeżej
jeszcze tak pięknej
gdy nie widzi sensu
nie czująć smaku
w krytyce losu
wnętrze krzyczy
miażdzy rozpaczą
nienawidzi być słabe
przepełniona żalem
winą za nie przewidzianą śmierć
jedną dając przysięgę
złoty znak miłości na zawsze złączony z ciałem
chwilę i uśmiech jakiego nikt nie da
jedyna barwa głosu
nigdy nie zabrzmi
czas nie dając ulgi
ni nadziei
usta tak wilgotne
dziś suche i słone
ciało rozpalone do granic
dziś już nie woła
chodź ulice zatłoczone
nie widząc ludzi
zabrakło ..................
Nie sprzeda bólu i za miliony
To jej ból....Tylko jej
Wczoraj nie byłam jeszcze tego pewna.
Obudziłam się dzisiaj rano, już
wiem. Zakochałam się! Niech cały świat wie! Czuję to, myślą, duchem i
ciałem, rozmawiając z kimś , przed snem ,a nawet jak śpię . Zastanawia
mnie tylko że, nie jest to jeden facet. To: John Lennon,Paul McCartney
,George Harrison i Ringo Starr. ;/
The Beatels KOCHAM WAS!!!
Jeśli Reinkarnacja miała miejsce w moim
przypadu, urodziłam się w latach 60-70 i byłam jedną z fanek na
Koncertach ubraną w sukienkę w grochy i krzyczącą
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! na dźwięk perkusji i słów prowadzącego " Proszę
Państwa Przed Wami Theeee Beatels".
the_beatles_-_twist_and_shout.mp31252750630__mp3.teledyski.info_.mp3
Na kacu
Weszła biedronka na liść
wielce spragniona od żarcia mszyc
szukając kropli rosy i dysząc pić
trząsając kuperkiem gdzie kropek trzy
"niebo nie ma dziś litości"
nic nie znalazła zleciała z krzaka
wpieniona i zła do swej czerwoności
zaczepiła lecącego opodal ptaka
"hej gdzie tu jest woda Ty tępy Pawianie?"
bo muszę się napić jestem w złym stanie
zdziwiony ptak na to się puszy:
"w TVN mówili ze będzie tydzień suszy"
"ty sobie wróbel żartów nie urządzaj
znam Filemona więc gadaj czego żądam!"
"no dobra już dobra powiedzieć mogę
ta kropla rosy spada Ci na głowę"
Kto Ci powiedział że miłość trwa wiecznie?
Obudziła się Anna
za długo już spała
rozmarzona na łóżku
miłości szukała
porozlewane wino
na białym dywanie
działając jak w amoku
znalazła ubranie
wybiegła na powietrze
z posród szumu trawy
dochodził znajomy śmiech
poczuła obawy
nieuzasadnione zło
nie wierząc zakryła twarz
jak łomot jej tętno
poczuło najgorszy czas
zobaczyła ich dwoje
pod bramą wdzięczących
ile prawd zabarwianych
ile słów tu mylących
Oni tak swobodnie blisko
głaszczący się po ramieniu
Anna poczuła lód w żyłach
znalazła się w cieniu
Łzy choć nie chciała
jak strumień płynęły
siły nagle straciła
nogi się ugięły
uciekła z ogrodu
wbiegła do domu
krzycząc z rozpaczy
"już nigdy nikomu!"
błądząc po pokojach
stanęła w progu łazienki
rozpuściła włosy
pozbyła sukienki
jeszcze jedno spojrzenie
w lustrzane odbicie
"czy warto przez niego
odbierać mi życie?"
gdy słychać już w holu
głośne wołanie
Aniu gdzie jesteś?
Gdzie jesteś kochanie?
Patrzyła na niego
w swym niemym szale
"zabrałeś mi lata
nie kochałeś w nich wcale"
żniwa
Nosz sumsiod już wiżdżo
Czerwunym kumbajnym
Z przykurzunum czapkum
I z uśiechym fajnym
Ojciec już ogarnio
Przyczepe dywanym
Co by żodne ziorko
Nie było zmarnowanym
Tam krowa muczy
Tu świnia się locho
Ktoś bystro zagadał
„robota Nos kocho!"
Już się sypie rześko
Z blaszki nosze złoto
Taka na wsi nagroda
Za całe to loto
Matka daje wiadra
Cza pryndko nabirać
Nagarniać wsypywać
Na strych się uzbywać
Wszyscy się cieszym
I dogadujum
Kawały się sadzum
Z czasym się wkujum
Bierym tero mietłe
I zgrabnum łopote
Ino te robote
Zrobimy na rote
Odsapnuć cza num
W te skwarnum sobote
Chłopy na kielicha!
Kobity na herbote!
caccini_ave_maryja.mp3
Giną Anioły
Przykleję sobie kiedyś skrzydła anioła
może będą pasować
nie uniosą
dadzą oparcie jakiego brak
wyleje żal z duszy
płachtą narzucę gołe ciało
Niech krzyczą! Niech klną!
" wariatka bez zmysłów"
Zabierz mnie
wiarą przepełniona po palce
zbyt krucha jestem
Zamglony widok i Ci ludzie wokół
Dlaczego ranią?!
krew płynie co nie brudzi
spijają ją
Błagam nachalnie o litość z braku powietrza
Za dużo prawdy znam
zabierz mnie
oszukaj ich raz jeszcze .
Dewiant uliczny
mówił:
"lubię zabijać
widzieć w oczach ciemność
w sekwencji ulga
ach nie poskromiona przyjemność"
mówił:
"muszę znów zabić
wybrać sobie ofiarę"
patrząc na ludzi ochoczo
ukradkiem,niewinnie, nieśmiale
czując zapach skóry
za kobietą wzrokiem ruszył
" co z nią zrobię?"
w końcu bił, strzelał, kroił, dusił
dorwał ją przy drzewie
i zimno zmierzył
uroczą twarz widząc
sam oczom nie wierzył
zaciągnął do domu
na siłę choć bez oporu
po drodze rozmawiając
cicho, po kryjomu
w końcu nie wytrzymał
widząc zgrabne kształty
ścisnął ją za biodra
z kieszeni wysunął scyzoryk otwarty
bała się...
a nie pisnęła słowem
słysząc jedynie ostrze
bawiące się jej tułowiem
ogarnął blond włosy
widząc ból i słone łzy
drżącym głosem szepnął
"jestem tylko Ja i Ty"
nie przewidziana przystań
stuk puk stuk puk
dźwięk drewna i buta na przemian
błądzący Pirat szuka swej Łodzi z załogą
pod nosem " Przeklęte łachudry nic nie pomogą"
stuk puk stuk puk
" No gdzie ten maszt?! Gdzież żem ja przybył?! "
stuk puk stuk puk
Z nerwów wyrywa swe krucze włosy
wyciąga i macha błysk ręki kosy
Pada na piasek brakuje sił
znów coś mruczy tak sam do siebie
kiwa głową, głaszcze po brodzie
sam dobrze wie jak ufać - to sobie
Zdjął swój kapelusz, rzucił na drogę
zaczyna śpiewać, stukać o nogę
wyśpiewał wszystko co tylko znał
myśląc o życiu i kim się stał
sypią się gromko w podziwie dukaty
nim zaszło słońce stał się bogaty
wykupił statek zebrał załogę
wrogim rozkazem
"myć łajzy podłogę!!!"
A teraz wszyscy płyną hen w morze
słońce kierunkiem, wodą podłoże
Myśli też mają zęby
Wygnanie z rozumu
Przychodzi we śnie
Łamie sceny dnia
Przygryza budzi z rana
Chce usłyszeć
.............................milczenie
Piórem piszesz po skórze
Tylko ciało boli
............. nie przestawaj

posłuchaj ...... nie obiecuję że usłyszysz
Różne spojrzenie nie świadczy o ślepocie
Inny oddech to nie zawsze brak powietrza
Wyznawanie innych zasad nie mówi o ich błędzie
Nie potrzeba widoku łez by zobaczyć jak płaczesz
Nie mając nic, czasem możesz mieć wszystko
A to że czytasz nie oznacza że wiesz co mam w głowie
Patrząc na Ciebie nie zawsze muszę o Tobie myśleć
Będąc katolikiem nie oznacza że wierzysz
Uśmiech nie raz będzie maską i strachem przed odkryciem
Nie każda ręka która się wyciąga musi być złapana
Myśląc że masz pustkę w głowie, gromadzisz setki myśli
Stojący czas dla kogoś może być błagalnie nie uchwytny
Nie patrz na nią
W gromadzie śmiechu, wrzawego krzyku
kłótni, sprzeczek, zabawy i kiczu
na chwilę jedną cisza jak makiem
męskie spojrzenia kierują ze smakiem
To idzie Ona, jedyna tu taka
przyciąga urodą, stukiem obcasa
wszyscy znają to nikt nic nie wie
"mówią to diabeł a dom ma swój w niebie"
Każdy chcę dotknąć, każdy chcę mieć
jak mała płotka wpaść w ciasną sieć
pamiętaj jedno- prawdziwa kobieta
nigdy nie płacze, nie żali, nie czeka
Związany warkocz na jedną stronę
czegoś brak? mmm już tylko koronę
jej smukłe ciało, rys twarzy widok
faceta marzeniem w nie jedną noc
Choć tak niewinna na pierwszy rzut
wrażliwa, tak czuła a w ustach miód
urodzisz się dla niej, zapalisz jak fajka
dosięgnie żar filtru....skończy się bajka
W tej ciszy
Niebo znów pęka , lód na jeziorze
Dźwięk tak wyraźny rozbrzmiewa na dworze
Iskrzącym pazurem ogarnia niebo
Zahaczy o ziemie, skaleczy drzewo
Ja w takie chwile wychodzę z domu
Na boso w zamyśle nie mówię nikomu
Zamykam drzwi cicho ostrożnie
Chcę poczuć strach to że jest groźnie
Spoglądam w górę w tę pustą ciemnie
Zaklęty od łez, deszcz spływa ze mnie
Czuję zimny oddech na mojej szyi
Wracam, już myśl z prawdą się myli
Szybszym oddechem wolniejszym krokiem
Znów bicie serca, żegnam się z mrokiem
Coś ku mnie skrada, zamarła stoję
Nie odwróce ...... za bardzo się boję 

Jesteś coraz bliżej nie czuje już złości
Hmm magia? Oprzeć się namiętności?
Twoich miekkich ust, tanich wymówek
Nie wierze już, koniec słyszysz!, mam Cie dość
Nie...... przepraszam, chodź do mnie no chodź
Gdzie jesteś litości?
Wzgardź tą niepotrzebną chęcią miłości
Łapiesz mnie za rękę jakby nigdy nic
Masz tą świadomość że dajesz mi żyć
Prowadzisz mnie ja grzecznie idę
Nie potrafie puścić, uciec, z Tobą nie zgine
Jestem Twym więźniem na własne życzenie
Więc zamknij mnie w klatce z widokiem na Ciebie

Paranoja
Gdy do niej przyjeżdża
Czeka pół godziny
Na fotelu bukiet róż
Od tak bez przyczyny
Wybiera miejsce zazwyczaj ona
Zastanawia się hm lekko rozmarzona
„może by tak dzisiaj kino mój drogi"
A uśmiech pantofla mu z twarzy nie schodzi
Zastanawiająca jest przyjaźń dwojga ludzi
Czy to się kończy? Czy kiedyś się znudzi?
Ależ nie. Ona o to zadba
Powie. „Jak ja Cię lubię." „Wciąż jestem ładna?"
„Tak? Oj świetnie wyglądasz wspaniale"
Choć usta otwiera nie mówi nic wcale
Po pewnym czasie
Nie małym uwierzcie
Byli ze sobą
W końcu bądź jeszcze
On wreszcie zadał jej szczere pytanie
„Co poświęciłaś dla mnie przez ten czas kochanie?"

Przepis na zabicie miłości
Ciasto:
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 7 298 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Piszę co chcę i kiedy chcę z malowaniem jest podobnie
mmmmm kocham się śmiać ,to pomaga złagodzić rozterki tego jakże krótkiego życia na Ziemi. Nie wierzę w przeznaczenie, ale w Boga i szczęśliwy los który mi służy:).Mam jedno życie i to ja jestem jego Panią. Dlatego, złapałam je za rękę i mówię Wam uroczyście przetańczę z Nim nie jedną noc...